Klasa III w Teatrze Muzycznym Roma PDF Drukuj Email
wtorek, 05 maja 2015 18:38


Pomysł przeniesienia opowieści Antoine’a de Saint Exupéry'ego na scenę teatralną wielce mnie zaintrygował. Tak wiele miejsc akcji, planety, podróże i wszystko przeobrażone w musical? Wydawało mi się to niewykonalne. Na spektakl zapraszały niewyróżniające się, aczkolwiek przyjemne dla oka plakaty.


Było to niewielkie przedstawienie na małej scenie stworzone z myślą o najmłodszych koneserach sztuki. Roma postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko - nie mogła zawieść publiczności, interpretując tak ważną dla współczesnej literatury opowieść - sztandarowe dzieło obowiązkowe zarówno dla młodego, jak i doświadczonego filozofa. Musical pod względem akcji i fabuły nie do końca pozostał wierny oryginałowi. Muszę przyznać, iż zabrakło mi w nim nieco symboliki. Książka Exupéry’ego jest pełna przenośni, metafor. To, co stworzyła Roma, było moim zdaniem zbyt dosłowne, nie zaskoczyło mnie. Nie dopatrzyłam się w przedstawieniu najmniejszych przekształceń, tak jakby potraktowano powiastkę filozoficzną „Mały Książę”  jak gotowy scenariusz.


Do tej pory słyszałam jedynie o ekranizacjach telewizyjnych tegoż dzieła. Ten spektakl jest podręcznikowym przykładem musicalu - pełen humoru i wspaniałej muzyki. Reżyseria Cezarego Domagały była dobra, lecz mnie nie zachwyciła. Najwyraźniej w obawie przed tym, że najmłodsi widzowie znudzą się typowym musicalem, zamiast skrócić jego tradycyjną część - czyli mnóstwo piosenek - postanowił rozbawić ich epizodycznymi postaciami takimi jak Pijak czy Geograf lub Król, jednak dodając scenom z ich udziałem jak najwięcej komizmu, zatracił nieco ich niepowtarzalny charakter i znaczenie. Przez to spektakl wydawał się nijaki, podobny do wszystkich innych. W samym przedstawieniu Księcia i jego opowieści nie ma zbyt wielu zmian. Utwór nie jest kontrowersyjny ani prowokacyjny. Dotyka on uniwersalnych pytań o sens życia widzianych oczami tak pięknej, wrażliwej istoty, jaką jest dziecko. Narrator, cytując fragmenty książki, tłumaczył zwroty akcji, sceny były zazwyczaj jedynie ilustracjami do jego słów. Płynnie przechodziły jedna w drugą, a rytm nadawała muzyka. Do szybkich zmian scenerii zastosowano proste rozwiązania jak obraz z rzutnika czy wielofunkcyjne rekwizyty. Scenografia i stałe elementy dekoracji były dość ubogie, zaś kostiumy jak na teatr przystało były trafnie dobrane i szczegółowo dopracowane. Światło nie grało zbyt znaczącej roli, o wiele ważniejsza była oprawa muzyczna. Wyróżniał ją niepowtarzalny charakter Romy. Wspaniale współgrała z barwnymi wspomnieniami Księcia, spajała akcję, nadawała odpowiedniego wydźwięku poszczególnym scenom. Aktorzy grali świetnie, lecz niektórym zabrakło niepowtarzalności, jednych rozpoznawałam od razu, innych myliłam z pozostałymi. Dorośli artyści byli przekonujący, często nawiązywali kontakt z publicznością. Teatr posunął się jednak do bardzo odważnego kroku - w roli Małego Księcia wystąpił bardzo młody chłopiec. Młody aktor walczył z nerwami i zdarzały mu się potknięcia, to jednak dodawało postaci dziecięcego uroku.


Publiczność, której większość stanowiły dzieci ze szkoły podstawowej, standardowo przyjęły spektakl - gromkimi brawami, jednak bez owacji na stojąco. Przedstawienie zostało przyjęte zupełnie tak jak oryginalna książka - zachwytem dorosłym i niezrozumieniem przez dzieci, które w swych recenzjach mimo humoru w utworze narzekały na nudę i zbyt dużo piosenek.


Osobiście zgadzam się z tą reakcją - spektakl był miły i przyjemny, włożono w niego mnóstwo pracy, jednak niczym mnie nie zaskoczył. Został też według mnie zinterpretowany zbyt dosłownie, zabrakło przemyślenia przenośni i wyróżnienia ważnych zdań i sentencji spośród tekstu narratora.



Tekst: Maria Prusakow, kl. III